sobota, 7 lutego 2015

Prywatna samotna noc z klawiaturą i elektorniczną kartką pamiętnika

' Pragne byś pewnego dnia pojawił się przed moimi drzwiami i patrząc mi w oczy powiedział, że beze mnie to nic, że jeste, całym Twoim światem, że wszystko co robisz przypomina Ci tylko mnie, że jeśli nie ja, to żadna inna, że śnisz o mnie każdej nocy, że w każdej innej szukałeś mnie, że ... 
że mnie kochasz i zrobisz wszystko bym byłą tylko Twoja.
że ja to ta jedyna.
A potem żebyś przytulił mnie tak mocno,by pomiędzy nami nie było nawet powietrza. 
I żebyś pocałował mnie tak, jak jeszcze nigdy nie całowałeś żadnej innej.
Żadnej.'

Wiesz jak to jest, zostać samej w domu ?
Gdzie słyszysz tylko wiatrak komputera oraz szum głośników, bo nawet muzyka Cię wkurwia.
Gdzie nie masz się do kogo odezwać, bo chrapiący pies czuwa przy Twojej nodze a kot ma totalnie Cię w dupie, bo musi się właśnie umyć a śpi od 4 godzin w tym samym miejscu. 
Gdzie nie ma ani ojca co dawałby Ci właśnie wykład na niezrozumiały dla Ciebie temat, mama która zadawałaby mnóstwo nieistotnych pytań lub opowiadała o nowej pracy, procedurach co dla mnie jest czarną magią, i chłopaka którego brak najbardziej mi doskwiera.
Z jednej strony sama do tego doprowadziłam wiecznymi kłótniami,pretensjami, zatarciami... Jego anielski charakter, spokój, cierpliwość kłócą się z moim diabelskim charakterem, złością, agresywnością, emocjami czy nadpobudliwą energią.
Jego cisza podczas mojej burzy słów, czy potakiwanie tylko głową kiedy ja oczekuję konkretnej odpowiedzi. 
Kocha nie kocha ? Lubi szanuje ?

Może to dziwne ale w trudnych chwilach lubiłam być sama. Założyć słuchawki na uszy i puścić piosenki dające jeszcze bardziej do analizowania. Możesz twierdzić, że pogłębiałam się w to wszystko jeszcze bardziej, ale to pomagało. W myślach tylko ten syf, zagłuszany przez głośną muzykę. Odpalałam wtedy najczęściej mentolowego papierosa i przechylałam kolejny kieliszek czystej wódki.
Cholernie lubiłam w ten sposób odpocząć od świata i zostać sama ze swoimi problemami.
Właśnie, tak było.
Wiele się zmieniło, mój sposób myślenia, rozwiązywania problemów.
Dorosłam
Tak to trafne słowo, dorosłam. Dojrzałam.
Można powiedzieć, że mam już te 21 lat, i trochę poznałam się na życiu. Również i chyba bardziej na ludziach.
 Już dawno zapomniałam o tych wszystkich przyjaciółkach, które miały być zawsze, tak jak i przyjaciele, bo od zawsze wolałam chłopców. Pierwsza siedzi w Holandii i chyba jej się tam układa, bo nie wraca, druga krąży między Anglią a Polską, trzecia układa sobie życie z chłopakiem jedynie takie szczegóły są mi znane,czwarta zaś zajmuje się podrzucaniem "własnego" dziecka do rodziny swojej mamy, a o piątej nie mam zielonego pojęcia co się dzieje. Wiem tylko, że każda z nich nauczyła mnie wiele. Czwarta wprowadziła mnie w życie szkoły, alkoholu,papierosów, wagarów, farbowania włosów, i tych bardziej złych rzeczy. Druga przeprowadziła przez okres gimnazjalny/ponad gimnazjalny włącznie, to z nią przeprowadzałam wszystkie swoje style ubierania, malowania. I to z nią mam najwięcej wspomnień, bo choć nie jesteśmy blisko to zawsze wiem że jest/będzie. Z tą trzecią spędziłam naprawdę fajne dwa lata nauki szkoły ponadgimnazjalnej, pokazała chociażby gatunek muzyki od tej bardziej jej strony, i nakręcała tak bardziej artystycznie. Patrząc na jej wenę i twórczość to i moja podwyższała się na wyższy poziom. A pierwsza pokazała, że ludziom jednak można ufać, że nie tylko ja muszę się starać być w centrum uwagi, ale to inna osoba powinna troszczyć się o mnie.

A potem skończyłam szkołę, i kontakt z drugą i trzecią.
Poszłam zrobić prawko, i podjęłam pierwszą pracę.
Mając jakiś tam kontakt, przypadek ? z drugą,trzecią i czwartą. Ale większy z tą drugą. Bo to ona przyjechała do mnie (pamiętając adres) by zapytać co u mnie, zobaczyć mnie, poznać mojego chłopaka, dowiedzieć się o mojej pracy.
Zdałam prawo jazdy, zmieniłam pracę.
Znów spotkałam się z tą drugą, tym razem u niej, na papierosa po pracy.
Ale to chłopców lubiłam od zawsze. Z kolegą z klatki obok u babci w blokach chodziłam pozjeżdzać na dupie z osiedlowej górki zimą za młodziaka, by w starszakach wychodzić razem na papierosa.
Z sąsiadem moim własnym też wychodziłam na papierosa, wódkę czy pojeżdzić autem. By potem bawić się do upadłego na Jego ślubie, chrzcinach pierwszego dziecka (w dodatku syna !) a już niedługo narodzinach drugiego dziecka ( płeć jeszcze nie wiadomo).
Czy w końcu moich braciach kochanych (synowie mojej mamy brata), z którymi kontakt straciłam mając lat 7 bodajże. Z najstarszym mogłabym konie kraść, a z młodszym pozabijać się. Teraz to z młodszym mam jako taki kontakt, a najstarszy będzie się hajtał w Anglii. 
Czy nawet z Piotrkiem, z którym łączył mnie związek, a teraz przyjaźń?
Ale dopiero wtedy kiedy poznałam Jego, moje serce zaczęło bić mocniej, pojawiły się świetliki w oczach a w brzuchu motyle.
Początkowo niedostępny (zajęty?), ale co z tego. Na początek wystarczały relacje kolega/koleżanka. Potem zaczęło się od tabliczki czekolady i wymiany numerów tel. I tak pierwszy sms, drugi, trzeci, aż wyszły około 350 sms miesięcznie.
Pierwsze spotkanie ( nie to nie byłą randka), drugie spotkanie, przed pracą, po pracy, i w dzień wolny.
A potem przyszedł po pracy do mnie do domu i tak został na dłużej.
Po burzliwych, kochających, kłócących prawie dwóch latach związku dziś jest pierwsza noc oddzielnie. I dlatego nasuwa się tyle pytań... 
Potrzebne są konkrety a my mamy tylko milion pytań,i same niepewności.

Co będzie jeśli na drodze którą wspólnie obraliśmy stanie znak z dwoma kierunkami, co zrobimy ?
Czy każdy pójdzie w swoim kierunku, czy będzie on odpowiedni, czy to co dla mnie nie powinno być dla Niego ? Czy tego kierunku nie powinniśmy wybrać razem ?

Dlaczego tak się dzieje, że po prawie dwóch latach związku i półtora roku mieszkania wspólnie mamy siebie dość? Jakbyśmy się w wogóle nie znali ? 
Ja żyje zupełnie inaczej,On to już w ogóle inaczej.
Ja chcę i mówię mu wszystko, jak to było u mnie kiedyś, o szkole, związkach, co w pracy, a co ogółem. Od Niego albo dowiem się od kogoś, albo wyciągnę wnioski z tego co robi, albo znajdę jakąś rzecz, albo dowiem się od kogoś. Najczęściej ostatnia, najpóźniej.
Nie chcę romantycznego księcia na białym koniu- to nie dla mnie.
Nie chcę by skadał róże przy moim łóżku i przygotowywał romantyczne kolacje.Nie dla mnie też słodkie czekoladki.
Wolę faceta z charakterem, który będzie mnie kochał, mimo wszystko na przekór.
Nigdy nie umiałam okazać komuś uczuć, co mnie boli co mnie cieszy. Wolę to wszystko ukryć w sobie, zdusić cały ten ból, by potem wypłakać do poduszki.

Nie chcę leżeć sama w łóżku, pustym łóżku bez Niego.
Brakuje mi go, cholernie tak bardzo, że aż skręca mnie w środku.
Krew zalewa, że czasem nie umiem odpuścić, lub nigdy nie ma tak jak byśmy chcieli.

Brakuje mi Jego
zapachu drażniącego moje nozdrza, dotyku który drażni moją skórę, głosu który uspokaja moje serce.
Brakuje mi Jego ciała, w które mogę bez podania przyczyny wtulić się i być bezpieczna, lub w które mogę wbić paznokcie ze strachu.
To on nauczył mnie kochać, i jak być kochaną.

Choć wiem, że oboje będziemy musieli się nad tą całą miłością nieźle popracować, bo życie dało nam obojgu nieźle po dupie.

1 komentarz :

  1. ja należę do osób trudnych związkowo... po roku po dwóch nudzi mi się dana persona i szukam nowej. nie umiem się ustabilizować;/ latka lecą a ja ciągle jak nastolatka. mój obecny chłop obecnie też mnie juz zaczyna wkurzać a uwaga zbliża się rok naszego bycia razem...

    OdpowiedzUsuń