czwartek, 1 stycznia 2015

Mi care

Chcąc przywitać pierwszy dzień stycznia Nowego Roku postanowiłam napisać coś więcej.
Chciałabym wprowadzić podsumowanie miesiąca, w tym opis pielęgnacji włosów.
Przy pierwszym pomyśle nad tym postem miałam w planach stworzenie coś a'la Moja Włosowa Historia, ale jest tyle zdjęć które nigdy nie powinny trafić do sieci. :)  Dlatego też pojawi się tutaj tylko opis (dość długi, bo dość dużo się działo).
Coś w rodzaju dziennika pielęgnacji, aktualnych produktów w użyciu, produktów które mam zamiar użyć, te które wcale mi nie pomogły czy te bez których nie mogę się obejść.


Z racji tego że moja skóra jest mieszana, raz się przetłuszcza przez co robią mi się zaskórniki, a dwa jest strasznie sucha, odwodniona zniszczona. Przy pociągnięciu palcem po skórze zostaje czerwony ślad i pieczenie.  Zauważyłam tez ze jest dość alergiczna, wrażliwa na pogodę, kosmetyki przede wszystkim. Któregoś razu przez pewien okres czasu musiałam stosować terapie sterydowa , gdyż nie było innego ratunku.
  W temacie włosów jest podobnie długoletnie farbowanie rozjaśnianie przyciemnianie dało popalić moim włosom, a one właśnie ukazują mi moja dotychczasowa pielęgnację.A właściwie jej brak, bo katowanie włosów lokówka, prostownica, wałkami, papilotami nie jest pozytywne,odpowiednie w dużych ilościach. Wszystkim co złe.
 Moim najgorszym błędem którego będę żałować do końca życia było pozbawienie się naturalnego koloru, który zimą przypominał czerń Królewny Śnieżki, a latem rozjaśniał się do średniego brązu o ciepłym ale nie rudym ciepłym.
Gdy byłam w Szkole Podstawowej miałam długie brązowe proste włosy, o długości do polowy pleców a każda próba spięcia ich jakikolwiek spinka kończyła się wygrana włosów . Pamiętam starania mojej mamy która bardzo chciała spełnić moje marzenie jak i swoje pięknych loków które byłyby wykończeniem skromnej alby kiedy przystępowałam do Komunii .Niestety próba przejścia 200m by przejrzeć się w lustrze i zaprezentować w całej okazałości skończyła się fiaskiem, i prostymi jak druty włosami. Nie pomogły termoloki, papiloty ani gorąca lokówka. Nawet nie było widać ingerencji. Jedynie zapach od zużytego lakieru pozostał.

  Pod koniec Szkoły Podstawowej zainspirowana ulubionymi zespołami w tym znanym i uwielbianym Tokio Hotel obcięłam się jak główny wykonawca tej kapeli, Bill.
Z przodu zwisały smutne strąki próbują  być dłuższą częścią grzywka, a z tylu skrócone na długość 3 cm. Włosy straciły na długości, grubości.
 Już w gimnazjum nie ingerowałam w tak znaczącą kontrole długości, i pozwoliłam im rosnąć. Nadal były przerzedzone, smutne, nijakie. Gdy były do długości szyi, karku wraz z najlepsza przyjaciółka udałyśmy się do koleżanki zafarbować włosy. Ona jako naturalna blondynka postanowiła włosy od spodu z tylu pofarbować na brąz, ja jako posiadaczka dość ciemnych włosów postanowiłam również od spodu nadać im odcień głębokiej czerni. Naprawdę bałam się wtedy wrócić do domu, bałam się reakcji rodziców a najbardziej ojca.  Przysporzył mi wielkiego szoku kiedy powiedział że mu się bardzo podoba bo nie widać znacząco tego farbowania. Natomiast mama dała mi bardzo długą i głośną awanturę, wykład.
 Moim następnym autorskim pomysłem było ich rozjaśnienie. Dokładnie nie pamiętam, co kto było moją inspiracją, lecz to był kolejny błąd. Otóż postanowiłam własnoręcznie, odżywić rozjaśnić mój kolor włosów. Na całą długość włosów wylałam, wtarłam wodę utlenioną (taką ogólnodostępną w aptece, do normalnego użytkowania) by następnie okryć całość folią aluminiową, a potem ręcznikiem. Nie pamiętam jak długo trzymałam owy specyfik, ale po skończonym eksperymencie nadal miałam włosy. Kolor znacząco się zmienił, i nie wyszedł jajeczny po rozjaśniaczach chemicznych dostępnym w każdym sklepie. Wyszedł taki naturalny ciepły jasny brąz, i czułam się w nim naprawdę dobrze gdyż odżywiał,rozjaśniał moją skórę. I naprawdę współgrał wtedy z moją ilością makijażu, naprawdę mocną ilością tuszu do rzęs i moimi ciemnymi czarnymi brwiami i piwnymi oczami.
 Następne były ambitne zamiłowanie do lśniącej czerni, w której bardziej wyglądałam jak Królewna Śnieżka, niestety były bardziej widoczne odrosty.
Oprócz tego były wszelakie eksperymenty z rozjaśnianiem u fryzjera, rozjaśnianiem rozjaśniaczem z Joanny (znów sama jako fryzjer), farbo

Po skończeniu szkoły, podjęcia pracy jak i nauki jazdy nie było czasu na kolejne kolejne i kolejne farbowania. Czyli od dwóch lat nie podejmuję się trwałego farbowania, jedynie jak mnie najdzie próbuję przygód z szamponetkami.

W sprawie twarzy też nie jest za wesoło... Długoletnie nadszarpywanie warstwy naskórka przez duże ilości "tapety" w składzie fluidy,pudry,rozświetlacze, róże. Na oczy a właściwie rzęsy też kładłam niebotyczną ilość tuszu, co później odwdzięczyło mi się wzmożonym wypadaniem. Na całe szczęście teraz już lepiej traktuję i rzęsy i całą skórę na mojej twarzy, choć jeszcze nie świadomie z przystosowaną pielęgnacją konkretną do mojej skóry, ale częściej patrzę co nakładam i znacznie mniej.
I w kwestii włosów też staram się być bardziej świadoma, staram się stosować różne oleje, odżywki, maski, wcierki.


Jeśli chodzi o mnie, moją pielęgnację włosów:

Szampony: Alltera z aloesem i granatem, H&S przeciwłupieżowy do olejów, Baby Dream blue, Radical wzmacniający z czerwoną nakrętką
Odżywki: Isana Haarkur oil cur  to ta żółta,
Maski: Alterra z granatem i aloesem,  Kallos silk pink, te domowe
Płukanki: oczywiście lniana, z gencjany, z mleka i kakao
Oleje: Oliwa z oliwek, Baby dream fur mama, Bioelixir olejek arganowy, Olej rycynowy, Gliceryna
Zabezpieczenie końcówek, wciąż staram się powiększać ekwipunek: Gliss Kur Oil Nutritive, Bioelixir.

Próbowałam też domowych sposobów na włosy, dlatego bardzo często nakładałam miód, mleko, siemię lniane,jajko czy jogurt.

Ostatnio nawet próbując zrobić maseczkę z gencjany oraz płukankę prawdopodobnie przesadziłam z ilością kropel no i wszyło tak, że od połowy długości mam różowo-fioletowe włosy. Mam nauczkę na przyszłość, ale po prostu chciałam zobaczyć w końcu jakikolwiek efekt. Już na dniach spróbuję dodać nową obszerniejszą wersję postu mojego użycia gencjany i efektu na włosach :)

No bo przecież wciąż uczę się potrzeb moich włosów :) 

Również mam w planach WIELKIE zakupy produktów do pielęgnacji zarówno włosów,twarzy ogólnie ciała.  Brakuje mi ukochanego Waxa, kiedy to tak naprawdę uświadomiłam sobie jak ważna jest pielęgnacja. Dowiedziałam się o tym produkcie od cioci która po żmudnej chemioterapii odzyskała śliczne naturalnie znów kręcone włosy. Mam nadzieję, że w liście zakupów znajdą się inne produkty takie jak kolejna buteleczka gliceryny, olej argonowy, hydrolizat keratyny, mleczko pszczele, zastanawiam się też nad kwasem hialuronowym.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz