wtorek, 7 października 2014

Mi persona, mi vida

Nazywam się Magdalena, obchodzę dzisiaj swoje 20 urodziny.

Tak, dziś 7 października są moje urodziny. Jestem z pod znaku Wagi.
Zawsze chciałam mieć tatuaż na nadgarstku, na stopie. Marzyłam od dawien dawna, że w dniu osiągnięcia pełnoletności wykonam sobie go. Niestety tak się nie stało, gdyż nawet tydzień przed pracowałam tak intensywnie, że sama zapomniałam o swoich urodzinach. Ja nawet nie orientowałam się jaka była wtedy data, jaki dzień bo przeliczałam to wtedy na to czy idę do pracy czy nie, czy na dzień,czy na nockę. Dopiero podpisując umowę o pracę, podając swoje wszystkie dane, w tym datę urodzenia jak i pesel zauważyłam, że obchodzę w tym dniu urodziny. Dlatego marzenie o tatuażu zostało przeniesione na 20-stkę. Niestety wtedy też pracuję, i gdzieś tam w myślach miałam wycieczkę do studia tatuażu, ale niestety nie spełnioną. Więc marzenie z listy do spełnienia jest znów przeniesione w najbliższą przyszłość...

Kiedyś po naprawdę solidnym kopniaku obiecałam sobie, że będę tą wyrafinowaną zimną suką, która nie będzie patrzyła na uczuciach innych tak jak nikt nie potrafił patrzeć na moje. Ale zdałam sobie sprawę, ze to nie ten obrany kurs, że to nie o to w życiu chodzi.

Na całe szczęście, życie nauczyło mnie już na nie patrzeć z tej lepszej perspektywy. Może to spowodowane było, wielkimi kopniakami od losu jak i osób pozornie mi bliskich. Jak najlepsi przyjaciele potrafią się odwrócić, jak z pozoru przyjaciel próbując zepchnąć mnie ze schodów zrobiłby ze mnie osobę chorą albo o wiele gorzej.. Jak strata najbliższych mi osób z rodziny, spowodowała wielki smutek i żal. Tak jak i pierwsze treningi gdzie uczyłam się rozwinąć swoje skrzydła jednocześnie cały czas się chronić( cały czas pamiętam moment i to uczucie zakładanie rękawic bokserskich). Tak jak i pojawienie się Młodej dało promyk nadziei. I chyba to był jeden z najbardziej spektakularny powód mojej " przemiany" . Może to była odpowiedzialność jako dało poczucie bycie starszą siostrą, wzorem do naśladowania, próba stworzenia z niej szczęśliwej dziewczynki. Tak jak i choroba nowotworowa mojej ukochanej chrzestnej, jak i odkrycie, że i ja jestem nosicielem komórek nowotworowych.Tak jak tęsknota za starszymi braćmi, którzy mieli się spełniać w roli obrońców swojej jedynej młodszej siostry, pokazywania Jej jak podnosić się zaraz po upadku. Tak jak ukończenie szkoły, oraz uzyskanie dyplomu zdanego egzaminu zawodowego. Tak jak podjęcie pierwszej w życiu pracy, w której trzeba było ciężko pracować, wykazać się, nie jako osoba ze znajomościami ale jako osoba która zasługuje swoim zaangażowaniem włożonym wysiłkiem w tą pracę. Tak jak i zdanie egzaminu i otrzymanie dokumentu uprawniającego mnie do kierowania samochodem. Tak jak i spotkanie mojego ukochanego, i zaakceptowanie przez Jego rodzinę równie liczną  jak moja. Tak jak kupno i posiadanie swojego własnego samochodu i utrzymanie go tylko i wyłącznie za swoje pieniądze. Tak jak i pierwsze stłuczka.. Tak jak i Jego lepsza praca, dzięki której również zakupił swoje pierwsze auto.

Te wszystkie aspekty pozytywne, jak i zupełnie negatywne, odcisneły swoje piętno w moim życiu. Bardzo dużo mnie nauczyło, i pewnie dlatego codziennie rano dziękuję że mogę się obudzić i przeżyć następny dzień, w którym otaczają mnie ludzie których kocham, którzy kochają mnie. Każdego dnia podejmuję walkę, zakładam rękawice i podtrzymuję atak.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz