piątek, 1 sierpnia 2014

pronto mis ojos están abiertos.

Kolejny raz, kolejny dzień obudziłam się o godzinie tej co zawsze wstając do pracy. Tym razem było to spowodowane by przygotować śniadanie dla D., przygotować mu ubrania, spakować mu kanapki do pracy. Taka kolejna odsłona mojej osoby jako kura domowa. I czuję się tak najlepiej...



 W poprzednim roku też tak było, przyzwyczajona do wczesnego wstawania ( najczęściej parę minut po 4 ), przygotowywałam śniadanie dla Niego, dla siebie, pakowałam na póżniej do pracy. By następnie krzątać się po domu dopóki nikt nie wstanie, najczęściej sprzątałam w kuchni, wkładałam naczynia do zmywarki, nawet zdarzało się wstawiać w tym samym czasie pranie.
Jako kobieta, która bardzo rzadko nie ma się w co ubrać, i nawet zmiana taktyki na NIE WIEM w co się ubrać po prostu nie działa. Więc przy takiej ilości ubrań jaką posiadam jestem zmuszona robić pranie minimum codziennie, co dwa dni. W zależności jakiego koloru jest najwięcej, najczęściej właśnie jest to białe, czarne, szare pranie. Nie lubię bardziej kolorowych ubrań, typu żółty, różowy, czerwony itp.
Nie czuję się w takich pewnie, stresują mnie, że nie wyglądam dobrze.
Dlatego stworzyłam bynajmniej próbuję stworzyć taką bezpieczną bazę, by nie zastanawiać się aż tak długo co mam na siebie włożyć.
Jako, że mama ma podobny rozmiar ubrań często się wymieniamy, może oprócz spodni jeansowych. Ze względu,że moje wszystkie to biodrówki. A jeśli chodzi o bluzki to też jest w sumie ciężko, bo nie przepadam za krótkim rękawkiem, dużym dekoltem czy jeśli jest dość krótka.

Kończę powoli te poranne biadolenia, gdyż zostałam tylko ja i Mama. D. mam nadzieję już dojechał .
Dzisiejszy dzień mam nadzieję nie będzie adekwatny do pogody za oknem, mamy sporo do zrobienia :)


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz