poniedziałek, 2 czerwca 2014

Lunes

Dzisiejszy poranek nie zapowiadał się obiecująco. Obudziły nas krople deszczu opadające na parapet i powiewający chłód od otwartego okna. Oh, jak nie przyjemnie wstaje się tak wcześnie do pracy po takiej pobudce. I o wiele gorzej czuje się człowiek, zniechęcony pogodą, wczesnym wstawaniem i kolejnym poniedziałkiem, kolejnym dniem w pracy.

Kończąc pracę o 17 wiedziałam, że zbyt szybko nie odpocznę leżąc w wygodnym fotelu czy rozłożona na całym łóżku. Zadzwonił D. że mam przyjechać po Niego, bo został jeszcze w pracy [ nadgodziny płatne :) ], na całe szczęście, Jego praca jest po drodze jedynie inną drogą wracamy.
Podjechaliśmy do samochodu po tatę i mamę do domu, i już wszyscy w 4 pojechaliśmy na zakupy. Jako że byliśmy wczoraj na Ptaku i moja mama się obkupiła, a mnie jakoś nic nie wpadło w oczy, może zbyt dużo ludzi ? Nie lubię jak jest tłoczno, i ludzie zatrzymują się na środku, dlatego jak weszłam do jakiegoś sklepu bo mama wpadła w wir szaleństwa, tak szybko jak wchodziłam tak szybko wyszłam po obijana z każdej strony.
Dlatego mama musiała mi odpłacić, i to ja dziś postanowiłam się obkupić. Może jakoś nie zaszalałam zbytnio, ze względu na to, że odkładam pieniądze na inny sklep by zaszaleć w nim z Justyną.

Kupiłam kobaltową szyfonową bluzkę, bawełniane spodnie, i kilka basicowych t-shirtów.
Fakt faktem dość długo polowałam na nie w H&M. No i się udało :)

Tymczasem popijamy schłodzonego szampana wraz z własnymi hodowanymi truskawkami. Mniam !

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz