niedziela, 25 maja 2014

los sueños se hacen realidad

13 czerwca minie rok odkąd mam prawo jazdy, tak długo wyczekane, tak długo robione. Od zawsze marzyłam by mieć prawo jazdy, uwielbiałam jazdę samochodem, uwielbiałam samochody, dlatego wiadome było, że gdy spełnię wszystkie warunki od razu pójdę na kurs. Rodzice sprezentowali mi cały kurs akurat w auto szkole Wiśniewski, tuż obok mojej szkoły mieli filię. Nie zapomnę mojej miny jak zobaczyłam mojego instruktora Bartka, w białych spodenkach koszuli i szarym kaszkiecie.
Był bardzo nerwowy, głośny, wesoły, i taki wariat jak ja. Uwielbiałam jeździć z nim na placy, znaczy teoretycznie z Nim bo on sobie szedł gdzieś a jeździłam jeździłam i jeździłam. Miałam do wyboru jazdę po Retkini lub po Łodzi okolice ul. Smutnej. Oczywiście miałam wątpliwości którą trasę wybrać, ale wybór był tylko jeden Retkinia. Znałam miej więcej te okolice bo wybierałyśmy się tam prawie codziennie z Pauliś, ale inaczej jest jazda autobusem w konkretne miejsce niż jazda samochodem po tych wszystkich uliczkach.

Po zmianie miejsca ich filii bliżej galerii łódzkiej, okazało się, że Bartek zrezygnował z pracy. I nic już nie było takie samo. Czułam się zestresowana, nerwowa, i kompletnie bezsilna. Straciłam pewność siebie, straciłam pewność samochodu. Kompletna pustka. Zmieniono mi instruktora, i to był największy błąd ze względu na to, że uczył inaczej niż Bartek, zupełnie inaczej, wszystko na odwrót.

Po pierwszym niezdanym egzaminie powiedziałam koniec ! Całe szczęście nie chodziło o podchodzenie do egzaminów, lecz o zmianę szkoły jazdy. I tak natrafiłam na Arka z Arkadii. I było lepiej, instruktor przyjeżdzał i odwoził mnie pod sam dom. Jeździłam na tym samym placyku, więc nic się nie zmieniło jeśli o chodzi o pewność miejsca. I uczył inaczej ale nie narzucał mi swoich racji tylko naprowadzał na to jak można je poprawić, lepiej dopracować.

I tak udało mi się zdać egzamin, po raz drugi z tym samym egzaminatorem. Oh ! Jaka ja wtedy byłam szczęśliwa.
A miesiąc póżniej, jakoś pod koniec lipca miałam już swój własny samochód, kupiony za swoje pieniądze, ciężko wywalczone pracą. Sama nim przyjechałam z okolic Opoczna.
Naprawdę fajne uczucie zapracować samemu na to wszystko, sama finalizowałam sobie egzaminy, sama kupiłam samochód, sama musiałam za swoje pieniądze tankować.


I niestety moje małe srebne ukochane autko już nie jest moje.... sprzedane.
Ale pieniążków nie wydam, zbieram na inne, większe, nowsze :)

No bo przecież marzenia się spełniają !

1 komentarz :

  1. To powodzenia w zbieraniu! Ja do prawka mam jeszcze 2 lata!

    OdpowiedzUsuń