czwartek, 20 marca 2014

Tarde

Dzisiejszy dzień na całe szczęście już mija, był bardzo wyczerpujący i pracujący a przede wszystkim dla mnie, zrobienie kilkunastu wieszaków a póżniej po 10 probek z każdego koloru i wzoru. Moje plecy już powoli nie wytrzymują i naciągnięta prawa kostka puchnie z godziny na godzine.
Chyba zdecyduję się na to samo co moja mama w postaci zwolnienia lekarskiego,tylko że na krócej bo nie chodzi o zwolnienie z pracy a o zregenerowanie sił.
 Naprawdę uwielbiam swoją pracę, moje relacje z szefem ( wiedziałam że zawsze jest lepiej dogadać się w kwestii pracy z mężczyzną w dodatku przed 30 niż z kobietą szurniętą na głowę w dodatku w 6 miesiącu ciąży która stacje wzieła po to by oderwać się od domu i dzieci... nieważne) o to, że mogę powiedzieć dziś jest dzień luźny, nie wykonuję żadnej ciężko fizycznej pracy, a następnym razem to ja ich popieprzam do ciągłej pracy, by nie siedzieli z dupą na krześle i przeglądali różnych obrazków w internecie a zainteresowali się obowiązkami. A ten tydzień taki jest, że popieprzamy non stop, głównie ze względu na to że przyleciał główny szef firmy, który jest ciężkim z charakteru człowiekiem co woli posłuchać osoby która przez całe 9 godzin się opierdziela niż osób które naprawde odwalają cieżką pracę i którzy podtrzymują jego biznes, i że była nowa dostawa ( była gdyż towar przyszedł w sobotę a została połowa) i że naprawdę biznes się polepsza ...

Dzisiejszy wieczór również się kończy, a kończy się długim dotleniającym spacerem gdzie słychać jeszcze predkość samochodów na trasie, hałas silników aut ludzi którzy wracają po pracy do domu tak jak i my.
Pies wyprowadzony, napojony najedzony, a przede wszystkim zamknięty w swoim m1 by znów nie znalazł się na gigancie.


wracam, wracam z pełną parą, już od jutra z porcją zdjęć dzisiejszego pierwszego dnia wiosny :)

Dobranoc !


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz